Land Rover Defender - brytyjska legenda terenu

Klasyczny oliwkowy Land Rover Defender 110 na szutrowej drodze wśród wzgórz

Jeśli Jeep jest symbolem amerykańskiego off-roadu, to Land Rover Defender jest jego brytyjskim odpowiednikiem. Oba auta łączy zresztą więcej, niż mogłoby się wydawać - historia Land Rovera zaczyna się bowiem od wojskowego Willysa, o którym więcej piszemy w historii marki Jeep.

Narodziny na farmie

Po II wojnie światowej Maurice Wilks, główny konstruktor firmy Rover, używał na swojej farmie w Walii wysłużonego Jeepa. Gdy auto zaczęło wymagać części, które trudno było zdobyć, Wilks wpadł na pomysł prostego, uniwersalnego pojazdu dla rolników. Pierwszy Land Rover, nazywany dziś Series I, zadebiutował w 1948 roku na salonie w Amsterdamie.

Charakterystyczne były aluminiowe panele nadwozia. Nie wynikały one z poszukiwania lekkości, lecz z powojennych braków stali, której przydział był ściśle reglamentowany. Aluminium okazało się przy okazji odporne na korozję, co na brytyjskich wsiach miało ogromne znaczenie.

Od Series do Defendera

Przez kolejne dekady powstawały serie II i III, stopniowo coraz wygodniejsze i mocniejsze. W latach 80. pojawiły się modele Ninety i One Ten, z resorami zastąpionymi sprężynami śrubowymi i stałym napędem na cztery koła. Nazwa Defender trafiła do oferty na początku lat 90., gdy w gamie pojawił się Discovery i trzeba było odróżnić od niego klasycznego terenowca.

Defender niewiele się przez lata zmieniał. Rama, sztywne mosty, prosta konstrukcja i możliwość naprawy niemal wszędzie sprawiły, że używały go armie, służby ratownicze i organizacje humanitarne na całym świecie. Produkcję klasycznego modelu w fabryce w Solihull zakończono w styczniu 2016 roku.

Defender a Jeep Cherokee XJ

Porównanie jest ciekawe, bo to dwie różne filozofie. Defender został na ramie i z bardzo prostym wnętrzem, nastawiony na pracę. Cherokee XJ od 1984 roku miał nadwozie samonośne zintegrowane z ramą i był pomyślany jako auto na co dzień, które w terenie wciąż radzi sobie dzięki sztywnym mostom. Oba auta mają do dziś oddanych fanów i oba są wdzięczną bazą do modyfikacji.

Jak jeździ klasyczny Defender

Kto przesiada się do starego Defendera z nowoczesnego auta, przeżywa szok. Pozycja za kierownicą jest ciasna, łokieć opiera się o drzwi, hałas wewnątrz jest wyraźny, a układ kierowniczy wymaga uwagi. W zamian auto oferuje bardzo duży wykrzyż, krótkie zwisy i świetną widoczność narożników nadwozia. W terenie Defender jest przewidywalny i łatwy do opanowania, a dzięki prostocie konstrukcji większość usterek da się usunąć kluczami i przy pomocy zestawu części, który mieści się w bagażniku. Właśnie dlatego tak wielu podróżników wybierało go na wyprawy przez Afrykę czy Azję. Podobną prostotę doceniają właściciele Cherokee XJ, w którym naprawa wielu elementów również nie wymaga specjalistycznego warsztatu.

Nowy Defender

W 2020 roku Land Rover pokazał zupełnie nowego Defendera. To już konstrukcja z nadwoziem samonośnym, niezależnym zawieszeniem i bogatą elektroniką wspierającą jazdę w terenie. Wzbudził skrajne emocje: jedni chwalą jego realne możliwości terenowe i komfort, inni uważają, że z klasycznym Defenderem łączy go głównie nazwa i sylwetka.

Dlaczego klasyk wciąż drożeje

Ceny dobrze utrzymanych starszych Defenderów od lat rosną. Kupujący płacą za prostotę, możliwość samodzielnej naprawy i charakter, którego nowoczesne SUV-y nie mają. To zjawisko dobrze znane także właścicielom Cherokee XJ - zadbane egzemplarze z rzędową szóstką 4.0 przestały być tanimi autami, a stały się poszukiwanym klasykiem.

Defender i Jeep to dwie strony tej samej historii. Obie marki zbudowały legendę na autach, które miały po prostu dojechać tam, gdzie kończy się droga.